Nazwa
internetowa, która się posługuje to nic innego niż przetłumaczone
słowo na język, którego nie znam i nigdy znać nie będę. A
dokładniej stało się to w 2014 roku, kiedy pogodziłam się z tym,
że jestem nieśmiała i to się nie zmieni. Wtedy właśnie
poszukiwałam swojego pseudonimu, którym mogłabym się nazwać i
który byłby tylko mój. Nie czekałam na oklaski, weszłam na
tłumacza Google i przetłumaczyłam sobie właśnie to słowo na
język walijski. Wyszło „swil” i strasznie mi się spodobało,
gdy tylko dodałam literkę „a”. Takim właśnie sposobem
powstała Swila.
W
świecie realnym, świecie pracy, szkoły, bólu, szczęścia,
miłości i nienawiści nazywam się Julia. Z całego mojego
serduszka, które jest strasznie wielkie, nie lubię, wręcz nie
znoszę, tego imienia. Ciągle kojarzy mi się z malutką dziewczynką
z grzyweczką na całym czole i wielgaśnymi, brązowymi paczałkami.
Zmieniłam się i już taka nie jestem, stare przezwisko do mnie nie
pasuje, a inni i tak je wypowiadają, jakbym miała tak napisane na
dowodzie. Tak, mało co znaczące, ale mnie to denerwuje.
Przepraszam, taka po prostu jestem.
Z
zewnątrz wyglądam przeciętnie. Jestem wysoka, bo w końcu
odziedziczyło się po tacie metr osiemdziesiąt, ale również
odziedziczyłam skłonność do jedzenia i szybkiego przybierania na
wadzę, więc tak... mam trochę krągłości (trochę, yhm na
pewno). Moje oczy - wole nazywać je paczałkami - są koloru
czekolady, chociaż moją przyjaciółka mówi, że mam oczy
szczeniaczka. Reszta jest już zwyczajna, brązowe włosy sięgające
do łopatek z blond pasemkami, długie ramiona, wielkie usta, zgrabny
nosek, długie palce (moja mama mówi, że idealnie nadawałabym się
do grania na pianinie, ale nie, bo nie mamy miejsca na pianino).
Na
blogosferze istnieję od 14 kwietnia 2012 roku, gdzie publikowałam
moje pierwsze opowiadanie, które nie przeżyło nawet miesiąca, bo
po dwóch tygodniach wściekłam się na brak komentarzy i
powiedziałam -pa pa. Potem było kolejne opowiadanie i wiele inny,
które miały taką samą historię co to pierwsze. Najdłużej
utrzymał się „Ostatni Szept”, który był moją perełką, ale
usunęłam go, bo nie pisałam go tak jak chciałam. Jeżeli teraz
istnieje u mnie taki sam tytuł na liście blogów to wiedzcie, że
to jest to samo tylko, że inaczej pisane.
Moje
gusta są dziwne. Kocham każdy rodzaj muzyki, nie mam swojego
ulubionego. Najbardziej jednak w moim serduszku zamieszkali chłopacy
z One Direction i z 5 Seconds of Summer. Tych pierwszym panów znam
od dwóch lat, a dokładniej od 12 kwietnia 2012 i nie wiadomo czemu
stałam się #zayngirl. Chłopaczków z sosów poznałam 24 marca
2014 i pokochałam ich wszystkich równo, chociaż to Luke jest na
pierwszym miejscu i BUM... jestem też #lukegirl. Czym byłby życie
bez bromansów? Niczym. Dlatego też jestem wielką shipperką
Zarry'ego, Ziama, Zouisa, Cake'a, Muke'a i Lurry'ego
Dla
mało rozeznanych w bromansach, a raczej romansach:
- Zarry = Zayn + Harry
- Ziam = Zayn + Liam
- Zouis = Zayn + Louis
- Cake = Calum + Luke
- Muke = Michael + Luke
- Lurry = Luke + Harry
Moim zdaniem to już wszystko co
powinniście o mnie wiedzieć, a jeżeli moja osoba cię zaciekawiła
(tak wiem nie podałam cech charakteru, ale ja za Chiny nie wiem jaka
jestem. No oprócz nieśmiałości) to pod spodem zostawiam wam listę
moich kont, na które śmiało możecie wejść i napisać. Nie
bójcie się nie pogryzę, a przynajmniej nie zagryzę.
Kontakt
Poczta:
swila@interia.pl
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz